środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 3

Violetta
Obudziłam się dość wcześnie, ubrałam się i poszłam zjeść śniadanie. W kuchni siedział Matias,który jak zawszę grał w Pou na komórce. Matias to brat Jade, to ten głupszy, nie może znaleźć sobie dziewczyny, dlatego praktycznie cały czas przesiaduje u nas, a jak nie to w pracy, w biurze i gra.
-Dzień dobry Matias.-powiedziałam bardzo wesoło bo mam się dzisiaj spotkać z Leonem.
-Hejka Violetta!-nawet nie oderwał wzroku od komórki.-Co tak wcześnie wstałaś? dzisiaj masz się spotkać z tym chłopakiem....jak mu tam było?
-Leon.
-Nie to nie to.-zaśmiałam się cicho.-Czekaj....tak, juz wiem! Leon!-powiedział podniecony jak dziecko.
-Przecież to powiedziałam.
-Nie prawda.
-Jak dziecko.-powiedziałam to cicho, tak żeby tego nie usłyszał.-Widziałeś tatę? Chciał ze mną porozmawiać i nie mogę go znaleźć.-Mówiłam trzymając kubek herbaty w ręku i smarując kromkę dżemem.
-Tak, tata, jest....nie wiem....-już miałam iść ale go oświeciło.-Czekaj! już wiem, jest w biurze, tak, sprawdź tam.- cały czas patrzył na komórkę. Jakby był na ulicy to spokojnie można by go było okraść. Kiedy zapukałam do biura mojego taty, był on na dole koło drzwi wejściowych. Usłyszałam rozmowę taty z Jade.
-Kiedy jej powiemy?-mówiła szepczącą Jade do taty.
-Kiedy będzie okazja, najlepiej dzisiaj....-przerwał bo zobaczył, że stoję w drzwiach.- O Violetta, siadaj!
-Chciałeś porozmawiać, więc jestem.
-Ahh...tak no więc mamy dwie sprawy. 1 to chciałem porozmawiać o Leonie. Widziałem jak na niego patrzyłaś...
-Czekaj! chciałeś mówić o tym czy mi się podoba?! Tato nie obraź się, ale nie będę o tym z tobą rozmawiać.-widziałam, że momentalnie posmutniał.
-Dobrze, jak chcesz. Druga sprawa to to, że mamy Ci coś z Jade do powiedzenia.
-Tak?-patrzyłam raz na tatę, a raz na Jade, trochę się wystraszyłam-Chyba nie zamierzacie zerwać?-powiedziałam drżącym głosem.
-Co? Nic podobnego. Violetto jeśli tylko się zgodzisz, to ja i Jade chcielibyśmy się pobrać. co ty na no?
-Ja? Super cieszę się! Ale pod jednym warunkiem! Zostanę druhną?
-Pewnie, nawet chcielismy cię o to zapytac.-powiedziała szczęśliwa Jade.
Poszłam do pokoju i oglądałam filmy na laptopie, była 12.45 więc postanowiłam pójść już do studia.
Szłam parkiem, doszłam w 5 minut. Przed studio była grupka ludzi więc do nich podeszłam spytać się o to gdzie mogę znaleźć Angie.
-Hej, jestem Violetta, szukam Angie, wiecie gdzie mogłabym ją znaleźć?- spytałam trochę zdenerwowana.
-Hej, Jestem Francesca, to jest Maxi i Camila, a Angie powinna być w pokoju nauczycielskim. Wiesz gdzie to jest? czy cię może zaprowadzić?-spytała miło chyba Włoszka, miała śmieszny akcent, ale jednak mówiła bardzo wyraźnie.
-Tak, dzięki.- zaprowadziła mnie pod pokój nauczycielski.
- Jeśli byś czegoś potrzebowała to będziemy gdzieś niedaleko.-uśmiechnęła się bardzo miło.
-Dzięki, pa.
-Pa.-powiedziała miło i poszła.
Zapukałam do pokoju i usłyszałam znajomy głos który powiedział "proszę", to była Angie.
-Cześć Angie.
-O Violetta! wchodź nikogo nie ma, mają zajęcia.-wstała z krzesła żeby zrobić mi miejsce.- Jednak przyszłaś.
-Tak i za chwilę idę bo umówiłam się z Leonem.-wtedy na moją twarz wpłynął szery uśmiech.
-Uuuu.....z Leonem mówisz? To fajny chłopak. A poznałaś kogoś jeszcze?
-Yyyy....tak., Francescę, Camilę i Maxie'go.
-Tak oni są bardzo przyjaźni, a poznałaś już Ludmiłę i Diego?
-Nie...
-To dobrze i od razu ci mówię żebyś na nich uważała.-mówiła to z śmieszną miną.
-Aha....dzięki.- zaśmiałyśmy się. Wtedy do pokoju weszła trójka mężczyzn.- Dzień dobry.-powiedziałam jak najmilej się dało.
-Dzień dobry, a ty jesteś?- powiedział jeden z nich który miał krawat i kamizelkę.
-To Violetta, mówiłam Ci, to moja siostrzenica.
-Ahh....tak....to....-przerwał mu pan z buszem na głowię.
-Violetta! Ahh...jak dawno cię nie widziałem!-wykrzyczał i przytulił się do mnie jakiś pan z buszem na głowie
-Ale ja pana nie znam.- ledwo co mówiłam, bo tak mocno mnie sciskał.
-Vilu to Beto. Może go nie pamiętasz bo byłaś mała ale Beto cię poznał jako kruszynkę, a kiedy wyjechaliście kontakty się urwały i już nigdy się nie zobaczyliście.- wtedy Beto mnie  puścił.-to jest Pablo-wskazała na pana z którym rozmawiałam na początku- a to Gregorio.- ten pan nie wyglądał na miłego.
-Przepraszam, ale ja już chyba pójdę. do widzenia, Angie zobaczymy sie w domu.- i wyszłam.
Szłam korytarzem, kiedy ktoś mnie chwycił w pasie z tyłu, starasznie się wystraszyłam.
-Cześć Vilu!- to był Leon.- więc jednak przyszłaś.
-Cześć Leon, jak widać, jestem.
-Cieszę się, chodź ze mną.-chwycił mnie za rękę i pociągnął do jakiejś sali w której były instrumenty.- Musisz ze mną zaśpiewać! Proszę!
-Ale Leon ja nie umiem...
-Proszę...-ten głupek uklęknął na kolana.
-Ale Leon nie umiem śpiewać.
-Każdy umie. Trzymaj tekst.-podał mi kartkę i zaczął grać. kiedy zaczął śpiewać cała się trzęsłam, nagle przyszła moja kolej i zaczęłam po cichu, ale kiedy się rozkręciłam nie mogłam przestać, ludzie patrzyli na nas i przychodziło ich coraz więcej. Zobaczyłam Fran, Cami i Maxiego, po skończonej piosence wszyscy zaczeli klaskać, a ja się przytuliłam do Leona i powiedziałam mu do ucha.
-Dziękuję
-Nie ma za co, bardzo ładnie śpiewasz.-naglę się zaczerwieniłam.
-Violetto?- zobaczyłam w drzwiach Pabla.
-Ja przepraszam, już sobie idę.- zrobiło mi się głupio bo zawracam głowę Leonowi i wszyscy się jeszcze obok nas zbiegli.
-Nie masz za co przepraszać! Pięknie śpiewasz i wiesz co za tydzień zaczynają się egzaminy wstępne i masz ogromną szansę. To jak? chciałabyś się tu uczyć?
-Zgódź się Violu! Proszę,,,,,-mówił do mnie cicho Leon. Dopiero się skapłam,ze wszyscy jeszcze stoją koło nas i jeszcze nie poszli. Podeszły do mnie Fran i Cami.
-Violu zgódź się, prosimy.
-Mogę dać znać jutro, bo muszę jeszcze porozmawiać z tatą i się zastanowić.
-Dobrze , a jak się zgodzisz to zgłoś się do pokoju nauczycielskiego po formularz zgłoszeniowy. dobrze?
-Dobrze. - Pablo poszedl, reszta też się rozeszła, zostaliśmy tylko ja i Leon.
-Violu masz ogromne szansę, zgłoś się na przesłuchania jak będziesz chciała to mogę Ci pomóc.
-Zastanowię się, a teraz mam pytanie.
-Tak?- Leon zrobił zdziwioną minę.
-To ty napisałeś tą piosenkę?
-Yyyy...tak.-powiedział speszony.
-Aha bardzo ładna, a jak się nazywa?
-Voy por ti i napisałem ją w nocy jest o....-wtedy zrobił się czerwony jak burak.
-O?- ciągnełam ciekawa.
-O pewnej ślicznej dziewczynie, która bardzo ładnie śpiewa i zaraz cię zagilgotam na śmierć!- zaczął mnie gonić, przewróciliśmy się na ziemię i gilgotał mnie na całego. Kiedy w końcu przestał pomógł mi wstać.
- To o kim jest ta piosenka?-zaczęłam znowu temat śmiejąc się.
-No o tobie...-teraz to był tak czerwony,że wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć!
-Ahaa.....- też się zaczerwieniłam.
-Słuchaj Vilu....-wtedy do klasy weszła Cami.
-Idziemy do Resto, idziecie z nami?-popatrzyłam na Leona, a potem na Cami.
-Pewnie.- wzięłam torebkę i poszłam za Cami. Leon poszedł od razu za mną, wiedziałam,ze nie chciał iść, chciałam się przejść z moimi nowymi przyjaciółmi.
Szliśmy parkiem; Ja, Leon, Cami, Fran, Maxi i jeszcze Brodwey, którego poznałam przed chwilą.
-To o czym chciałeś porozmawiać? - spytałam ciekawa Leona.
-Potem porozmawiamy, dobrze?-powiedział trochę smutny z wymuszonym uśmieszkiem.
-Okey.- wtedy objął mnie ramieniem, poczułam, że się czerwienię.

Późno już więc nie chcę mi się pisać
W następnym rozdziale;
Jak przebiegnie rozmowa Leona i Violetty?
Co Leon ma tak ważnego do powiedzenia?
Przyjaciele pomagają Violi w przygotowaniach.
Egzaminy wstępne.
Komentujcie proszę, mówcie szczerze co sądzicie, bo bardzo mi na tym zależy, a nie ma sensu prowadzić bloga, jak nikt go nie czyta i jeśli nikomu się nie podoba.
Dobranoc ludzie, kolorowych ;**

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 2

Violetta
Obudziłam się dzisiaj dość wcześnie, bo za chwilę jadę kupować sukienkę na moje przyjęcie urodzinowe.
Znając życie nie spodoba mi się żadna! ale Jade na pewno mi coś doradzi, w końcu ona strasznie interesuje się modą. Jest już 11.16, a ona jeszcze nie przyszła do mojego pokoju, umówiłyśmy się na 11.00 zejdę na dół i zobaczę co się dzieje. Schodząc na dół na tknełam się na tatę.
-Tato widziałeś Jade?
-Tak jest na dole, w kuchni, je śniadanie.
-Ok dzięki.-powiedziałam szybko, pocałowałam tatę i pobiegłam do kuchni.
Na krześle siedziała Jade, która miała na sobie piżamę i spokojnie piła kawę.
-Jade? Co tu jeszcze robisz? Byłyśmy umówione na 11.-mówiłam to dość spokojnie.
-Ale dopiero jest...-przerwała patrząc na zegarek-...11.19!-urwała się z krzesła.-Jeny przepraszam cię kochanie, myślałam że dopiero jest 10! Przepraszam cię, już idę się ubierać.
Czekałam na dole w kuchni pijąc herbatę, minęło 20 minut, kiedy w końcu przyszła Jade.
-Ok gotowa chodźmy już szybko.-wzięła mnie pod rękę szybko wyszłyśmy przez tylne drzwi.
Chodziłyśmy tak po sklepach jakąś godzinkę, weszłyśmy do Channel i tam kupiłam moją sukienkę na przyjęcie, według mnie była nieziemska, według Jade tak samo;
Wróciłyśmy do domu o 16, więc musiałam się już przygotowywać. O 17.30 przychodzą goście więc zawołałam Jade i Angie, żeby mi pomogły. Kiedy robiły mi fryzurę, Angie chciała mi powiedzieć coś ważnego, ale wtedy do pokoju weszła Olgita, która jej przerwała.
-Moja malutka Violetta tak szybko dorasta! Jaka Ty jesteś śliczna, cała Marija!- kiedy to mówiła zaczeła płakać, mi też się zrobiło smutno.
-Olgo jak ciasto?- wtrąciła Angie, zrobiła to dlatego, że widziała, że zrobiło mi się smutno, tak samo Oldze
-O Jezu Chryste! Ciasto zostało w piekarniku!- Olga krzyczała tak głośno, że prawie ogłuchłam i wybiegła z pokoju, do kuchni.
-Hahahaha!- śmialyśmy się wszystkie
-Angie to o czym chciałaś porozmawiać?- spytałam zaciekawiona.
-Violetto tylko nie przyjmij tego źle, bo mój przyjaciel Pablo zaproponował mi pracę....
-Co jak to? Ale ty pracujesz tutaj, jako moja guwernantka.-zaczęłam panikować, bo nie chciałam jej stracić, chciałam aby było tak jak zawsze.
-Violetto, ale ja nie powiedziałam, że rezygnuję z bycia twoją guwernantką. Pablo zaproponował mi abym wróciła do pracy w Studio21, to szkoła muzyczna niedaleko stąd, śpiewanie to jedna z moich pasji, a w studio pracowałam już kiedyś. nie będzie mnie tylko parę godzin w domu. Omówiłam to juz z twoim tatą i Jade i oni się zgadzają, tylko wtedy gdy Ty się zgodzisz.-mówiła to bardzo poważnie, zrobiło mi się smutno, ale nie mogę zabronić jej tego.
-Dobrze, zgadzam się,ale pod jednym warunkiem.
-Dobrze, jakim?
-Będę do ciebie czasem przychodzić.
-Hahaha, dobrze, zgadzam się.
Dokończyły mi fryzurę i usłyszałam dzwonek do drzwi.
-O! pewnie goście już przyszli, pójdę otworzyć, a Ty się przebieraj.- poleciała w podskokach do drzwi Jade, co śmiesznie wyglądało.
Byłam juz gotowa, co chwilę słyszałam dzwonek do drzwi. W końcu przyszedł po mnie Ramallo, to księgowy i przyjaciel taty, którego traktuję jak drugiego ojca.
-Violetto jak pięknie wyglądasz, zejdźmy już na dół, wszyscy już czekają.-wtedy ogarnął mnie strach.
-Ramalo ja się boję, nie zejdę na dół, najlepiej odeślijcie wszystkich do domu. Nie wiem możecie powiedzieć, że dostałam wysypki, albo gorączki, albo najlepiej to i to.-zaczełam strasznie panikować.
-Violetto uspokój się. Będzie dobrze. chodźmy juz na dół.- Ramalo chwycił moją rękę. i poszliśmy.
Pierwszy ze schodów zszedł Ramalo. Po 2 minutach kiedy się już trochę uspokoiłam zeszłam powolnym krokiem, bo w tych szpilkach nie da się inaczej! Rozglądałam się po gościach, przeważnie nie znałam nikogo, zauważyłam mojego tatę, Jade i Angie, Pod ścianą stał jakiś szatyn obrócony plecami, skądś go znałam, nagle się obrócił i zobaczyłam, że to LEON!

Leon
Ej chwila, przecież to Violetta! Jezu jaka ona piękna, nie wiedziałem, że to jej urodziny. Jak ślicznie wygląda w tej sukience, wczoraj dużo o niej myślałem i nie mogłem zasnąć. wiem, że znamy się dopiero jeden dzień, ale czuję jakby to była wieczność. 
-Leon jak się pewnie domyśliłeś to jest Violetta.-powiedział mi na ucho ojciec.-Chodź złożymy jej życzenia i się poznacie.
-Tato pamiętasz jak Ci mówiłem, że poznałem wczoraj dziewczynę?
-Tak, nie mam jeszcze sklerozy!-wytrzeszczał oczy jak kot!
-Hahaha, tak, pewnie. Do rzeczy! To była Violetta.-powiedziałem i ruszyłem w jej stronę.
Tata zawołał jeszcze mamę, która plotkowała z Olgą i wszyscy poszliśmy do Violetty złożyć jej życzenia.
-Dzień dobry Violetto, chcieliśmy Ci złożyć życzenia......-mama składała jej życzenia razem z tatą, a ja byłem za plecami ojca i nie zwracałem na nic uwagi, tylko na Violettę. W końcu skończyli składać jej życzenia.
-Cześć Violetto.
-Cześć Leon.
-To wy się znacie?-spytał zdziwiony ojciec Violetty.
-Pamiętasz? Wczoraj Ci mówiłam, że wczorajszy dzień spędziłam z Leonem.- Vilu musiała się tłumaczyć tak jak ja przed naszymi starymi.
-Dobrze, rzeczywiscie.
-No to ja przejdę do rzeczy. Dużo zdrowia, szczęścia, miłości, chłopaka....tak fajnego jak ja....-kiedy to powiedziałem pan German odchrząknął na znak żebym nie przesadzał .-przepraszam-to słowo skierowałem do niego- spełnienia wszystkich marzeń i wielu wspaniałych przyjaciół. No i jeśli pozwolisz to mam dla ciebie prezent...Wtedy wziąłem gitarę i zacząłem grać Voy por ti. Kiedy skończyłem grać podszedłem do Violetty i pocałowałem ją w policzek.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.-powiedziałem i odłożyłem gitarę.
Jeszcze mnóstwo ludzi składało jej życzenia i dawali prezenty. Jak się to skończyło wszyscy zaśpiewali Sto lat i zjedliśmy torta, pan German wziął Violettę i zaczął tańczyć.

Violetta
Jeny, ale się denerwuję. Wszyscy się na mnie patrzą, zaczęliśmy tańczyć troszkę szybciej niż przedtem i się rozluźniłam. Piosenka się skończyła i zaczęli grać następną, większość osób zaczęła tańczyć.
-Ja pójdę do Jade, a ty odpocznij albo z kimś zatańcz.- powiedział mi na ucho tata, dał buziaka i poszedł.
Zobaczyłam, że w moją stronę idzie Leon.
-Czy uczyni mi pani ten zaszczyt i zatańczy ze mną?- kiedy to mówił ukłonił się w pas i wyciągnął rękę żebym go chwyciła. Zaśmiałam się cicho.
-Nie....-powiedziałam to bo byłam ciekawa co zrobi. Leon momentalnie zrobił się czerwony i podniósł głowę.- Nie no żartowałam, pewnie, ze uczynię Ci ten zaszczyt.
-Hahahaha ale śmieszne!- powiedział do mnie sarkastycznie i wyciągnął mnie na parkiet. Tańczyliśmy razem prawie cały czas, śmialiśmy się przy tym strasznie głośno i było okropnie zabawnie.
Nie wiem jak to tak szybko przeleciało, ale była już 22 i większość gości już poszła, oczywiście z każdym się pożegnałam.
-Leon, czas się zbierać.- zawołała mama Leona, gdy akurat siedzieliśmy na kanapie z moim młodszym kuzynowstwem, prawie sami chłopcy.
-Już? wcześnie jest.-powiedział załamany Leon kiedy jego mama stanęła przed nami, kiedy to powiedział jego mama zrobiła wielkie oczy.
-Leon! Jest już 23.17!- powiedziała patrząc na zegarek.
-JUŻ?!- powiedzieliśmy równocześnie, przecież przed chwilą była 22.
-Tak, już...dobrze chodźmy.-podała mu kurtkę. Jego rodzice pożegnali się ze wszystkimi, na końcu ze mną, tą samą czynność wykonał Leon, tylko, ze ona na końcu mnie pocałował w policzek, potem zrobiła to jego mama i tata. Bardzo ich polubiłam, co prawda znałam ich już trochę wcześniej, ale tylko tak troszeczkę. Przy drzwiach Leon się jeszcze zdążył zapytać.
-Jesteś jutro wolna? Mieliśmy się spotkać, co prawda zrobiliśmy to dzisiaj, ale jeśli nie masz nic przeciwko?
-Nie, okey, no to o której?
-Masz czas po południu? bo mam zajęcia w studio, kończę dopiero o 13.
-Spoko, jeśli nie masz nic przeciwko to wpadnę po ciebie bo i tak idę odwiedzić Angie, więc...
-Spoko, nie mogę się doczekać, papapa, dobranoc państwu, dobranoc Violetta.-i jeszcze raz pocałował mnie w policzek.
-Dobranoc Leon.-powiedzieli wszyscy chórem.
Kiedy wszyscy już pojechali tata powiedział, że chcę ze mną jutro porozmawiać. położyłam się spać i zasnęłam dość szybko.
W następnym rozdziale;
Rozmowa Germana i Violetty
Poznanie nowych przyjaciół ze studia
Śpiew Violetty i Leona
Propozycja Pabla

Proszę Was jeśli czytacie to komentujcie, co chcę wiedzieć czy komuś się podoba czy nie :)
Dobranoc, kolorowych ;*




poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 1

Violetta
Jestem już w moim nowym domu, a zaraz wejdę do mojego nowego pokoju. WOW! Tu jest cudownie!
-Tato! Ten pokój jest cudowny! Jak Ty to zrobiłeś?- aż pisnęłam z wrażenia.
-To nie ja, tylko Jade.- po czym Jade wyszła zza pleców taty, a ja ją mocno przytuliłam. Jade to dziewczyna mojego taty, którą bardzo lubię (od aut. Jade w moim opowiadaniu jest dobra), to ona i Angie pocieszają mnie zawszę, gdy się pokłócę z tatą. To one są dla mnie jak mama. Moja mama zginęła gdy miałam 4 latka, miała wypadek samochodowy, jechał z nią jej szofer. Obydwoje zginęli na miejscu, moja mama była wspaniałą piosenkarką. Moje rozmyślenia przerwała Olgita, to gosposia, która jest dla mnie jak babcia.
-Violetta kruszynko chcesz kawałek twojego ulubionego ciasta czekoladowego, upiekłam go specjalnie dla ciebie.-spytała  mnie trzymając ciasto w ręku.
-Mmmm....pycha.-oblizałam wargi,co pewnie wyglądało dziwne, kiedy odezwał się tata.
-Violetto jutro o 17.30 jest twoje przyjęcie urodzinowe, nie zapomnij, aha no i zarosiłem syna mojego dobrego przyjaciela, jest w twoim wieku, na pewno się polubicie.- kiedy to mówił miał dziwną minę.
-Dobrze, nie zapomnę, a teraz jeśli pozwolicie pójdę zjeść to pyszne ciasto do kuchni.-powiedziałam i szybko wybiegłam z pokoju żeby nikt mnie nie zatrzymał, bo na prawdę mam straszną ochotę na to ciasto. Kiedy na schodach sobie przypomniałam,że wszyscy są w moim pokoju, to krzyknęłam:
-A no właśnie, WYNOCHA Z MOJEGO POKOJU!- I pobiegłam dalej.
30min. później
Wyszłam na spacer,żeby rozejrzeć się po okolicy i zapoznać z miejscem, może przy okazji kogoś poznam.
Szłam sobie tak parkiem kiedy nagle zostałam ochlapana przez samochód, no tak w końcu rano padało.
Nagle usłyszałam jakiś śmiech, obróciłam się, a za mną stał wysoki, przystojny, szatyn, siedzący na ławce. Śmiał się, ale nie wiedziałam z czego.
-Ładna spódniczka.-wskazał na moja spódniczkę, cały czas się śmiejąc.
-Odczep się!- krzyknęłam do niego.
-Dobrze sorki.- Wyciągnął rękę na zgodę, ale było widać, że nie może opanować śmiechu.-Nie no sorki, ale jednak nie....super wyglądasz! Serio...Fajnie...-mówił śmiejąc się.
Dopiero teraz popatrzyłam na moją spódniczkę i wyglądałam jakbym się posikała. Momentalnie zrobiłam się czerwona, a on ściągnął kurtkę i dał mi żebym się przykryła, co było miłe.
-Jestem Leon.- Wyciągnął rękę na powitanie
-Violetta.-przywitałam się z nim.
-Nigdy cię tu nie widziałem....
-Tak, ja się tu dzisiaj przeprowadziłam. Mieszkam niedaleko stąd i do tego nikogo nie znam. Znając mojego ojca za góra 2 miesiące mnie tu już nie będzie.-kiedy to mówiłam zrobiło mi się smutno.
-Ej nie smutaj-powiedział szczęśliwy Leon.-Teraz już znasz mnie, jak chcesz oprowadzę cię po okolicy?
-Dzięki, chętnie.
Chodziliśmy tak jakieś 2 godziny. Dowiedziałam się, że ma on 15 lat, tyle co ja, chodzi to szkoły muzycznej, jego rodzice są strasznie bogaci, bardzo ładnie śpiewa (zaśpiewał mi piosenkę), ma brata Marco i jest wolny. chodziliśmy dość długo, kiedy niestety zadzwonił do mnie tata i powiedział, że mam natychmiast wracać do domu. Leon mnie odprowadził pod same drzwi domu.
-No to ja już też będę lecieć.-pocałował mnie w policzek na pożegnanie i poszedł.
Kiedy weszłam do domu od razu zaczęły się przesłuchiwania, gdzie byłam, z kim byłam, czemu wracam do domu tak późno?
-Poznałam Leona, jest w moim wieku, nie jest zboczony, z tego co zauważyłam, oprowadził mnie po mieście i jest bardzo miły. Wystarczy?- Opowiedziałam całą prawdę i niech się mnie nie czepia.
-Tak, wystarczy. Idź spać.- pocałował mnie w policzek, ale było widać, że nie jest zadowolony.
Umyłam się i położyłam do łóżka, kiedy telefon mi zadzwonił, na ekranie pojawiło się zdjęcie Leona.

V; Halo?
L; Za halo to w mordę walą. hahaha!
V; Leon co chcesz?
L; Usłyszeć twój głos...
V; Aha....-momentalnie zrobiłam się czerwona. Leon troszkę mi się spodobał. dzisiaj robiliśmy tak dużo fajnych rzeczy, moje rozmyślenia przerwał Leon.
L; No i oczywiście powiedzieć Ci dobranoc! Dobranoc, kolorowych snów.
V; Dobranoc, kolorowych. 
L; Vilu?
V; tak?
L; Kiedy się spotkamy?
V; A kiedy chcesz?
L; Jutro nie mogę, to może w niedzielę?
V; Ok, mi pasuje, w takim razie do niedzieli. Dobranoc Leon
L; Dobranoc Vilu.

Chyba się zakochałam! Leżałam jeszcze chwilę, wpisałam wpis do pamiętnika i zasnęłam.



Jutro postaram się napisać nowy rozdział.

W następnym rozdziale;
Czy Leon czuje to samo do Violi?
Jak przebiegną urodziny Violetty?
Kim okażę się syn przyjaciela Germana?
Nowa znajomość Violetty?

Narka ludzie papa ;** Dobranoc, pamiętajcie komentować! :D






Prolog

Hejka! Jestem Violetta i mam 15 lat. Właśnie lecę do Buenos Aires z moim tatą i ciotką, która jest także moją guwernantką. Bardzo kocham swojego tatę, ale nie pozwala mi na dużo. Nie mam przyjaciół i nigdzie nie byłam dłużej niż dwa miesiące.
Krótko mówiąc żyje na kółkach. Mam nadzieję, że w BA wszystko się zmieni i moje życie będzie o wiele lepsze, niż dotychczas. Samolot właśnie wylądował, muszę już iść.

Hejka!

Jestem Karolina i mam 13 lat. Moja koleżanka właśnie założyła bloga i pomyślałam czemu by też nie spróbować? Będę pisać o życiu Violetty. Mam nadzieję, że wam się spodoba, a jak tak to zostawcie po sobie komentarz. Będzie mnie to motywowało pracy! :) Aha no i mówcie szczerze co sądzicie :)